Zacznijmy od… kosztów

Klasyczna ekonomia dzieliła koszty w przedsiębiorstwie (mikroskali) na stałe i zmienne. Do stałych zaliczała wszystkie nakłady, które należało ponieść i ponosić mimo, że produkcja równała się zeru. Cóż to było? Przede wszystkim koszt inwestycji oraz koszty zabezpieczenia firmy, by była sprawna i gotowa do pracy. Wymieńmy zatem: koszt zużytej energii, koszt konserwacji i przeglądu, koszt dozorców, ale też koszt kadry kierowniczej – tej jej części, która „pilnowała” firmy.

Do kosztów zmiennych zaliczano łączne nakłady, które należało ponieść, by rozpocząć produkcję i wyprodukować pierwszy i następne wyroby. Rozumie się, że głównymi składnikami kosztów zmiennych były wynagrodzenia pracowników, wydatki na surowce, materiały, energię i inne składniki.

Każdy student ekonomii, a co dopiero absolwent wiedział, bądź powinien wiedzieć, że udział kosztów stałych w kosztach całkowitych maleje wraz ze wzrostem produkcji. Każdy ekonomista powinien wiedzieć, że koszt ostatniej wytworzonej jednostki produktu (tzw. koszt krańcowy) maleje do pewnego momentu,  po przekroczeniu którego zaczyna rosnąć i zrównuje się bądź przekracza cenę, po której sprzedawany jest produkt. Jako uzasadnienie takiego przebiegu krzywej produkcji podawano najczęściej przykład uruchamiania drugiej i trzeciej zmiany w fabryce i związany z tym wzrost kosztów robocizny i spadek wydajności pracy (płace dla drugiej i trzeciej zmiany rosną, wydajność spada).

Ten elegancki sposób prezentacji pozwalał dokładnie wyznaczyć optimum rozmiarów produkcji w przedsiębiorstwie. Punkt ten znajdował się na przecięciu krzywej opisującej koszt krańcowy z utargiem krańcowym, którym w modelu gospodarki wolnokonkurencyjnej była cena.

Pozwoliłem sobie na być może nieco przydługie przypomnienie klasycznej teorii kosztów – za co czytelnika przepraszam – by uzmysłowić, jak będąc piękną i logiczną jest jednocześnie dziś mało przystającą do realiów, podręcznikowa analiza kosztów.

Zakładane przez nią: stałość warunków gospodarowania, pełne wykorzystanie mocy wytwórczych, tzw. doskonałość rynku i inne czynniki powodują, że współcześnie, gdy żaden z wyżej wymienionych elementów nie działa, powyższa teoria może  i powinna być wyłącznie punktem wyjścia do budowania modeli kształtujących koszty w przedsiębiorstwie.

Dlatego pozwolę sobie zaproponować własne podejście do analizy kosztów jednoznacznie wskazując kryterium, według którego należy je klasyfikować. Będzie ono sprawnym narzędziem do wyznaczania strategii ekspansji dla przedsiębiorstwa (w mikroskali), a także kreowania dynamiki gospodarczej (w makroskali).

Stawiam pytanie: na jakie składniki kosztów i w jakim stopniu bezpośredni wpływ ma przedsiębiorca? W domyśle pytam: na jakie składniki kosztów przedsiębiorca wpływu nie ma, są mu narzucone „z zewnątrz” i kto o tym decyduje? Dokonajmy zatem uproszczonego, umownego i intuicyjnego podziału kosztów w przedsiębiorstwie na: wewnętrzne czyli zależne i zewnętrzne czyli niezależne od przedsiębiorcy.

Koszty wewnętrzne czyli zależne

Do kosztów wewnętrznych, czyli zależnych zaliczam przede wszystkim stosowaną technologię produkcji. To przedsiębiorca ją wybiera. W tym miejscu już słyszę głosy sprzeciwu bądź zwątpienia. Przecież pole manewru przedsiębiorcy jest bardzo ograniczone. To nie są czasy, gdy można było żonglować wybierając technologię raz bardziej pracochłonną, gdy koszty robocizny były niskie, a innym razem bardziej kapitałochłonną, gdy koszt robocizny były wysokie (poprawniej byłoby mówić o wysokiej i niskiej intensywności kapitałowej). Dziś nie ma swobody manewru co do wyboru technologii, tak jak nie ma odwrotu od komputera w stronę liczydła.

Przedsiębiorca ma znaczący wpływ na organizację pracy, dobór pracowników, ich kwalifikacje i motywacje. Tu jest pole, na którym powinien on ujawnić swój talent. Z organizacją pracy, kwalifikacjami wiąże się też awaryjność procesów produkcji, przestoje, wielkość strat materiałowych i zbędne zużycie energii. Zatem organizacja procesu produkcji w przedsiębiorstwie, umiejętność doboru i kierowania ludźmi to główny instrument obniżania kosztów przez przedsiębiorcę. Tu jest miejsce na jego pomysłowość, wynalazczość, umiejętność wprowadzania usprawnień organizacyjnych i technologicznych.

Koszty zewnętrzne czyli niezależne

Jeżeli przedsiębiorca nie jest monopolistą – a taka jest najczęściej sytuacja większości  małych, średnich, a nawet dużych polskich prywatnych przedsiębiorców, to jego wpływ na ceny zakupywanych surowców i materiałów jest znikomy. Oczywiście może on zaakceptować materiały gorszej jakości po niższej cenie, może szukać na odleglejszym rynku tańszego surowca. Choć z drugiej strony więcej zapłaci za transport. W sumie wszystkie te działania są pożądane i niezbędne, ale ich skutek i wpływ na koszty jednostkowe typowego wyrobu będą niewielkie.

Wiele mówi się o poprawie konkurencyjności. Dotyczy to także podstawowego czynnika produkcji i składnika kosztów, jakim jest energia. Gdy jednak bliżej przyjrzeć się, jak wygląda rynek dostaw energii, to okazuje się, że konkurencji tu niewiele, a firmy energetyczne prowadzą politykę oligopolistyczną dyktując coraz  wyższe jej ceny. Jeśli już dziś wiemy, że w latach 2017-2030 wydatki na dofinansowanie kopalń węgla przekroczą 150 mld złotych, czyli wzrosną w stosunku do minionych 12 lat o ponad 30%, to jasnym jest, że znajdzie to odzwierciedlenie w cenie energii, czyli koszcie dla przedsiębiorcy. Chciałbym tu być dobrze zrozumianym i wskazać, że to nie górnicy i ich żądania płacowe są główną przyczyną wzrostu cen węgla i energii. Przeciwnie. To perfekcyjnie zorganizowane lobby państwowych dysponentów, pośredników, dostawców i wszelkiej maści cwaniaków z politykami włącznie żeruje na fakcie, że polska energetyka stoi na węglu kamiennym i by działała –  węgiel trzeba fedrować.

Innym czynnikiem, którego znaczenie w wielu przedsiębiorstwach jest istotne to paliwo. Ceny benzyny w Polsce zawierają: opłatę paliwową (około 13 groszy na litrze), akcyzę (około 1,54 zł), podatek VAT (około 93 grosze). W sumie otrzymujemy 2,60 zł  narzutów podatkowych, do których należy dodać około 1 zł kosztów i marży producenta. I tak oto litr benzyny, który kosztuje około 5 zł na stacji benzynowej to ponad 3 zł narzutów wynikających z polityki cenowej państwa i polityki monopolowej producenta.

Koszt energii i koszt paliwa to dwie składowe dobitnie wpływające na koszty w przedsiębiorstwie. A jeśli tak, to państwo decyduje też o ważnym składniku konkurencyjności rodzimych producentów w porównaniu z firmami zagranicznymi. To jest wybór – czy chcemy doganiać, likwidować lukę rozwojową prowadząc politykę drogiej, czy taniej energii.

Jedyne surowce, które pozyskujemy w Polsce, a które w jakimś stopniu wykorzystujemy obniżając koszty rodzimych producentów to drewno, surowce pochodzenia rolniczego i … bursztyn. Nawet miedź, w której wydobyciu jesteśmy potentatem nie stanowi zaplecza dla przemysłu elektrycznego i elektromaszynowego. Te zostały bez mała całkowicie zlikwidowane w czasach „burzy i naporu” za Leszka Balcerowicza. Jednocześnie firmy z tej branży rozkwitły po drugiej stronie Odry. Powyższy stan dowodzi, że mając pokaźne i zróżnicowane zasoby surowców nie potrafimy z tej przewagi skorzystać dla obniżenia kosztów, co gorsza, pomagamy firmom zagranicznym, by taką przewagę osiągały.

Koszty robocizny

Na początek fakty. Średnia płaca godzinowa w Polsce nie przekracza 9 euro, tj. o ponad 60% mniej niż w Unii Europejskiej. Koszty robocizny szybko rosną i w ciągu ostatnich 20 lat powiększyły się 4-krotnie. Dla porównania koszt robocizny w Unii Europejskiej w tym okresie wzrósł mniej niż 2-krotnie. Polacy pracują najdłużej – licząc dniówkę – i zarabiają netto średnio około 9 tysięcy euro rocznie. Zarobki w głównych państwach Unii są 3 – 4-krotnie wyższe. Pomimo długiej dniówki wydajność w Polsce jest o połowę niższa od francuskiej bądź niemieckiej.

Co nas czeka w najbliższych latach? Z pewnością nałożą się na siebie i skumulują efekty: malejącej liczby poszukujących pracy, rosnących żądań płacowych wywołanych polityką socjalną rządu (500+, przywileje dla młodych małżeństw, skrócenie wieku aktywności zawodowej i inne), reakcji pominiętych w polityce podnoszenia płac i dochodów branż i grup społecznych (personel medyczny, kierowcy, budżetówka – o paradoksie – pracownicy Ministerstwa Finansów). Naciski płacowe będą rozlewać się po całym kraju. Beztroskie podnoszenie płacy minimalnej przez rząd bez jakichkolwiek działań wspierających realne dochody rodzimych przedsiębiorców coraz wyraźniej będą ujawniały swe negatywne efekty. A przecież bez mała wszystkie wpływy z podatku CIT i PIT pochodzą od polskich przedsiębiorców i obywateli.

Takie postawienie sprawy nie wyczerpuje jednak całości problemu. Dlaczego? Otóż w Polsce system narzutów na płace jest tak skonstruowany, że działa niczym mnożnik kosztów. Najwyraźniej widać to na przykładzie podatku VAT i akcyzy. Są to podatki nałożone na wydatki konsumpcyjne. Co więcej, przyjęte stawki podstawowe (VAT – 23%) i akcyza (dochodząca do kilkuset procent) są jednymi z najwyższych w Europie. Konieczność podniesienia płacy pracowniczej musi uwzględniać zawarty w cenie towarów podatek VAT i akcyzę. I tak oto system podatkowy z jednej strony w istotny sposób podraża koszty robocizny dla przedsiębiorcy, z drugiej zaś obniża realną płacę robotnika i jego dochody.

Powyższy wątek nie kończy jednak naszej opowieści. Hojnie rozdawany przez rząd „socjal” ma i będzie miał coraz wyraźniejszy efekt inflacyjny. Rosną ceny żywności, wyrobów konsumpcyjnych. W przyszłości wywoła to – niczym echo – wzmożenie nacisków płacowych. Inflacja dla przedsiębiorcy bardzo rzadko bywa korzystna. Z reguły wzrost cen surowców i materiałów wyprzedza wzrost cen jego produktów, czyli najpierw trzeba zapłacić za droższe składniki produkcji, a dopiero później próbować podnieść ceny własnych wyrobów – o ile to w ogóle jest możliwe. Inflacja jest czynnikiem napędzającym koszty w przedsiębiorstwie. Hamowanie inflacji przez rząd metodami administracyjnymi jest działaniem – powiedzmy oględnie – nieprzemyślanym. Przykładem nie podnoszenie stawki za kilometr dla używających samochodów prywatnych dla celów służbowych – stawka ta nie została zmieniona od 10 lat. Drugim przykładem jest opłata za przegląd samochodu na stacjach kontroli pojazdów, która nie została zmieniona od… 2004 roku. Nietrudno zrozumieć dlaczego tyle niesprawnych pojazdów jeździ po polskich drogach powodując wypadki.

Rząd wobec rosnących nacisków płacowych najprawdopodobniej zareaguje w sposób najgorszy z możliwych. Będzie próbował rosnące wydatki budżetowe powetować sobie podnosząc opłaty i składki oraz podatki płacone pospołu przez pracobiorcę i pracodawcę. Przykładem są już głosy o konieczności podniesienia składki zdrowotnej o 1,2% i projekt wprowadzenia tzw. opłaty mocowej w rachunkach za energię elektryczną.

Kurs walutowy

Kurs walutowy to parametr o podstawowym znaczeniu dla eksportera i importera, ale także dla przedsiębiorcy produkującego na rynek krajowy. Jeśli wskaźnik inflacji przyspiesza, a nie znajduje to odzwierciedlenia w kursie walutowym, dla eksportera jest oczywiste, że jego koszty wzrosną, przychody w najlepszym wypadku się ustabilizują, a dochody spadną. Polityka kursu walutowego prowadzona w Polsce w latach 1989-2001 była zgubna dla polskich producentów i eksporterów. Nie reagowała ona w sposób adekwatny na wzrost kosztów. Od chwili wstąpienia do Unii Europejskiej właściwie nie mamy własnej polityki kursu walutowego. To oznacza malejącą opłacalność eksportu, która nasila się wraz z przyspieszeniem inflacji.

Stopa procentowa

Wysokość stopy procentowej to decyzja NBP. Banki komercyjne tej decyzji się podporządkowują. Dla przedsiębiorcy zarówno oprocentowanie kredytu, jak i opłaty, bądź narzuty wprowadzone przez banki są kosztem. Kredyt w Polsce dla przedsiębiorstw jest znacznie droższy niż w wielu krajach Unii Europejskiej.

Kredyt konsumpcyjny w Polsce, opłaty za prowadzenie kont indywidualnych, obsługa kart kredytowych – wszystkie te czynności dotyczące relacji między bankiem a konsumentem są zdecydowanie droższe niż w większości państw Unii Europejskiej. Powiedzmy wprost i jasno – ten stan rzeczy podraża koszt siły roboczej.

Przedsiębiorca jest więc skazany na dyktat, na wyższe koszty funkcjonowania jego firmy z powodu oligopolistycznej polityki banków i firm ubezpieczeniowych. Po drugie, przedsiębiorca musi „dołożyć” do płacy pracowników z powodu narzutów, jakie banki nakładają na jego pracownika jako konsumenta. Nie dziwmy się zatem sporom o kredyty mieszkaniowe i frankowe.

Podsumowanie

Zacznę od przywołania terminu zionącego urzędniczą nowomową, który niestety na trwałe już wpisał się w „coraz bardziej otaczającą nas rzeczywistość”. Co mam na myśli? Chodzi o termin podstawowy w ustach urzędnika skarbowego – „koszty uzyskania przychodu”.  Dla mnie albo coś jest kosztem, albo nim nie jest. Jeśli moja firma przez rok niczego nie sprzedała, czy to oznacza, że nie ponosiła kosztów? Jeśli zakładam winiarnię i za kilka bądź kilkanaście lat sprzedam pierwszą butelkę, czy to znaczy, że nie ponoszę kosztów?

Jakie wnioski?

Tam, gdzie możemy mówić o wyborze przedsiębiorcy, tam gdzie koszty od niego zależą okazuje się, że pole manewru  jest niewielkie, gdyż technika i technologia stosowana w branży przez konkurentów pole to radykalnie ogranicza.

Jednocześnie jest bardzo długa lista kosztów niezależnych od przedsiębiorcy, narzuconych mu przez system gospodarczy tworzony przez państwo, jego instytucje, banki i firmy o pozycji monopolistycznej, które działają na rzecz własnej korzyści, dodajmy, nie przebierając w środkach.

Wniosek, który stąd wypływa jest bardzo pesymistyczny dla przedsiębiorców. Z jednej strony nawołuje się ich do aktywności, kreatywności, z drugiej jednak, gdy taką postawę przyjmują bardzo szybko okazuje się, jak niewiele mogą  osiągnąć. Nie mamy do czynienia z podręcznikową „wolną konkurencją”, a namiastką konkurencji , gdzie państwo, jego organy i instytucje oraz firmy ponadnarodowe narzucają reguły działania.

Gdyby ktoś mnie zapytał –  co robić? Odpowiem apelem do przedsiębiorców – zorganizować się i wystąpić pod jednym sztandarem z uzgodnioną listą żądań i postulatów.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *