Panu Prezesowi i Radzie Polityki Pieniężnej Narodowego Banku Polskiego pod rozwagę

NBP_Entry_AB „Pieniądzom trzeba rozkazywać, a nie służyć”

Lucjusz Anneusz Seneka

 

                    Panu Prezesowi i Radzie Polityki Pieniężnej

                    Narodowego Banku Polskiego pod rozwagę

 

Od lat znam nowo mianowanego prezesa NBP, pana profesora Adama Glapińskiego. Bywało, że często, również w gronie kilku członków Rady Polityki Pieniężnej, dyskutowaliśmy na tematy ekonomiczne.

Kierując się szacunkiem dla nich, wewnętrznym przekonaniem „że tak trzeba”, a tym bardziej nadzieją, że nowe obowiązki wypełniać pragną w myśl zasady „pro publico bono”, pozwalam sobie przedstawić niniejszy szkic im oraz wszystkim, którym dobro Polski leży na sercu – pod rozwagę.

Teoria ekonomii stoi dziś ponownie wobec konieczności identyfikacji i opisu czynników oddziaływujących na proces tworzenia produktów, a jednocześnie powinna na nowo przebadać procesy podziału wytworzonych dóbr, mechanizmy i kryteria tego podziału, ich wpływ na kierunek i dynamikę zmian gospodarczych a także społecznych i politycznych. Ponieważ podział dokonuje się dziś zarówno w odniesieniu do produktów pracy, jak i zasobów kapitału i przyrody głównie za pośrednictwem pieniądza – stąd prosty wniosek – rola pieniądza we współczesnej globalnej gospodarce gwałtownie wzrosła. Jeśli tak, to z tym większą uwagą przeanalizować należy jak funkcjonują instytucje i ludzie, którzy pieniądz kreują.

Najważniejszą instytucją odpowiedzialną za pieniądz w Polsce jest Narodowy Bank Polski. Prześledźmy zatem, jak ze swych konstytucyjnych i ustawowych obowiązków NBP się wywiązuje.

Kreacja pieniądza

Z mocy prawa NBP jest jedynym i wyłącznym emitentem pieniądza w Polsce. Tym pieniądzem jest polski złoty. Jak wygląda i przebiega proces tworzenia pieniądza przez NBP? Faktycznie polega on na skupie dewiz od instytucji państwowych, banków oraz kantorów w zamian za wydrukowane i wprowadzone na rynek złotówki. Tyle ile dewiz, na przykład pochodzących z dotacji unijnych, po kursie dnia minister finansów zamienia na złotówki, taką równowartość w złotówkach otrzyma. O rozmiarach emisji polskiego pieniądza decydują w znacznym stopniu banki i instytucje zagraniczne, które dokonują wymiany dewiz w Polsce. Można nawet ostrzej powiedzieć, że NBP tak mocno podkreślający i broniący swej niezależności wewnątrz kraju jest bez mała całkowicie zależny od podmiotów zagranicznych. Z punktu widzenia teorii ekonomii należy stwierdzić, że NBP wyzbył się swojej uprzywilejowanej funkcji tzw. dochodu z senioratu upodabniając się do centralnego kantoru wymiany walut.

Ktoś jednak rolę kreatora pieniądza przejął. Kto i dlaczego? Tę rolę przejęły banki komercyjne na mocy obowiązującego prawa, gdyż to one otrzymały przywilej kreacji kredytu czyli właśnie pieniądza i to na dodatek w myśl obowiązujących reguł praktycznie „z niczego”. Bo wiedzieć należy, że przeżytkiem jest podręcznikowa opowieść o kreowaniu przez banki kredytu ze środków zdeponowanych przez obywateli i podmioty gospodarcze. Dziś kredyt to zapis na koncie dłużnika, a troską banku jest zabezpieczenie środków do wysokości tzw. rezerwy obowiązkowej, która u nas wynosi 3,5%.  Tak kreowany pieniądz nie uwzględniający jednocześnie rozmiarów środków wynikających z oprocentowania kredytu, a zatem kosztów obsługi długu jest wstępem do narastania i kumulacji zadłużenia od gospodarstw domowych poprzez przedsiębiorstwa do państwa włącznie.

Bez powrotu NBP do roli realnego emitenta pieniądza w Polsce i to w wielkości odpowiadającej pracy wykonanej przez społeczeństwo oraz zużytym do tego czynnikom materialnym i niematerialnym nie możemy marzyć o likwidacji długu publicznego, o przywróceniu zdrowych relacji i kalkulacji ekonomicznych, o wyzwoleniu się z uścisku międzynarodowych instytucji finansowych. Zagadnienie jest tym bardziej kluczowe, że od szeregu lat Bank Rezerwy Federalnej w USA i Europejski Bank Centralny prowadzą politykę stymulowania gospodarki poprzez druk i emisję pieniądza (tzw. ilościowe luzowanie) na niewyobrażalnie wielką skalę. Robią to z zupełnie innych powodów i przyczyn niż powinien to robić NBP, ale nie ulega wątpliwości, że prowadzona od lat w Polsce polityka silnego pieniądza nie odzwierciedlająca potrzeb gospodarki przypomina tę, którą realizowano za czasów II Rzeczpospolitej ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami ekonomicznymi, społecznymi i politycznymi dla międzywojennej Polski.

Kwestią drugą jest kredytowanie przez NBP wydatków budżetu państwa. Wiem, już słyszę ten krzyk – „to niedozwolone, to zakazane prawem, na to nie ma zgody MFW, Banku Światowego, UE i wszystkich świętych”. Wypada zatem zapytać, dlaczego to co jest zabronione wobec polskiego państwa, polskiemu bankowi centralnemu jest dozwolone wobec papierów dłużnych budżetu Stanów Zjednoczonych czy innych państw. Dlaczego nie możemy finansować własnego długu, a możemy finansować zadłużenie innych państw? Czas najwyższy postawić tę kwestię na forum Unii Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego. A jeśli tam nie uzyska się zrozumienia, tym bardziej należy w sposób przemyślany przywrócić kreację pieniądza na miarę potrzeb gospodarki przez NBP. W myśl zasady… „bo jak nie my, to kto”.

Dynamika gospodarcza

Drugim obowiązkiem NBP powinna być troska o dynamikę gospodarczą w średnim i długim dystansie czasu. Podkreślam ten obowiązek z całą mocą w przeciwieństwie do akcentowanego przez władze NBP obowiązku troski o „utrzymanie stabilnego poziomu cen”. Bez rozwijania tego wątku powiem tylko, że fakty – utrzymująca się od dłuższego czasu deflacja, sprzeczna z własnymi założeniami NBP świadczy o błędnym rozumieniu swoich zadań i obowiązków oraz wynikającym stąd aplikowaniu błędnych rozwiązań.

W kształtowaniu dynamiki gospodarczej NBP ma trzy podstawowe narzędzia: kreację pieniądza, stopę procentową, kurs walutowy. O pierwszym już pisałem. Omówmy dwa pozostałe. Stopa procentowa w Polsce powinna sprzyjać napływowi kapitału oraz skłonności do oszczędzania, a jednocześnie stymulować inwestycje. Tak jednak nie jest. Po pierwsze NBP nie potrafi wymusić na bankach takiego oprocentowania depozytów i lokat, by było to opłacalne dla obywateli. Po drugie „podążanie” za przykładem banków zachodnich co do wysokości stopy procentowej wobec narastających napięć w świecie nie sprzyja napływowi kapitału zagranicznego, który uznaje, że ryzyko inwestowania w Polsce jest zbyt wysokie. A po trzecie oprocentowanie i dostępność kredytów inwestycyjnych w Polsce są na tyle utrudnione, że wielu przedsiębiorców powstrzymuje się z decyzją podjęcia inwestycji.

Realizowana od kilkunastu lat polityka stabilizacji kursu walutowego jest niekorzystna dla eksporterów, a jednocześnie przyczyniła się do powstania bez mała 700-tysięcznego zbioru zadłużonych we frankach szwajcarskich. Polityka kursu walutowego powinna być zawsze atrakcyjna dla polskich eksporterów, bo to jest główne narzędzie w walce z zagraniczną konkurencją. Najlepszym przykładem są tutaj Chiny – dziś mocarstwo ekonomiczne, o dynamice gospodarczej, o której my nawet nie próbujemy marzyć – 7-10% rocznie. Otóż w roku 2015 po pierwszych oznakach spowolnienia eksportu Chiny dokonały dewaluacji juana, by właśnie wesprzeć rodzimych eksporterów.

Polityka wobec banków

Na chwilę obecną NBP wcieliło się w rolę obrońcy, protektora banków komercyjnych. Nagradza je za bezczynność, nieróbstwo, po prostu lenistwo. O co chodzi? Wolne środki zgromadzone przez banki miast służyć do kreowania kredytu są lokowane na procent w NBP pod pretekstem tzw. nadpłynności. Za tak zamrożone pieniądze NBP płaci hojną ręką pokaźną prowizję bankom komercyjnym, a przecież już filozof Bacon mówił – „pieniądz jest jak nawóz, nie przyniesie plonu, jeśli go nie rozrzucić”. Polityka NBP w tym względzie jest sprzeczna z interesem podmiotów gospodarczych i gospodarstw domowych, a służy wyłącznie bankom komercyjnym.

Moim zdaniem potrzebna jest zmiana ról. NBP powinno stymulować i wymuszać na bankach kreację kredytu. By tak się stało należy przejść od dodatniego do ujemnego oprocentowania deponowanych w NBP przez banki środków.  To banki powinny ponosić koszty i płacić do NBP za swą bezczynność jeśli tam lokują swoje depozyty.

Drugim elementem, narzędziem w relacjach z bankami jakie posiada NBP jest stopa rezerwy obowiązkowej. Wynosi ona obecnie 3,5%. Uważam, że banki inwestycyjne a także banki spółdzielcze mogłyby być zwolnione z rezerwy obowiązkowej, bądź mogłaby ona zostać obniżona do poziomu preferencyjnego jako premia za aktywną politykę kredytową. Polityka równego traktowania dużych i małych,  silnych i słabych banków z reguły skutkuje uprzywilejowaniem tych pierwszych.

Trzecim elementem polityki NBP wobec banków, który powinien ulec radykalnej zmianie jest przyzwolenie na transfer zysków filii banków zagranicznych w Polsce. Nie waham się nazwać takiej polityki sabotażem, gdyż oznacza to wywóz kapitału z Polski, kraju zacofanego i niedoinwestowanego. Jest to tym bardziej naganne, że banki zagraniczne w Polsce nagminnie stosują tzw. kreatywną księgowość, fałszują zawyżając koszty swej działalności, w efekcie zaniżają zyski i tym sposobem także transferują środki zagranicę. Regułą banków komercyjnych jest dopisywanie zysku bilansowego do kapitałów własnych. Dzięki temu rośnie wartość i kurs jego akcji na giełdzie, zarabiają akcjonariusze. Przeciwny proceder, który ma miejsce w Polsce od lat to dowód niemocy NBP i siły zagranicznego kapitału w Polsce.

Niemoc NBP przejawia się także w polityce lokowania rezerwy dewizowej. Osiągnięta stopa zwrotu z rezerw walutowych w 2015 roku wyniosła 0,9%. Nie można tego wyniku uznać za korzystny. Oznacza on bowiem, że po uwzględnieniu zobowiązań NBP wobec MFW następuje realny transfer środków zagranicę a zatem saldo jest ujemne.

Prezes NBP, prof. Adam Glapiński z chwilą objęcia swego urzędu zadeklarował gotowość włączenia Komisji Nadzoru Finansowego w struktury NBP. Decyzję taką uznać należy za słuszną, gdyż jeśli chce się kontrolować i oddziaływać na banki w trosce o rodzimą gospodarkę, bezpieczeństwo klientów oraz samych banków trzeba mieć do tego narzędzia i robić z nich użytek. Przede wszystkim jednak trzeba mieć odwagę do podejmowania decyzji i brania odpowiedzialności za stan sektora bankowego.

O ład na rynku pieniężnym

Od wielu lat obowiązuje, z kosmetycznymi jedynie zmianami, ustawa Prawo bankowe i Prawo dewizowe. Życie już dawno je zdezaktualizowało. Pierwszy z brzegu przykład: wywóz z Polski kwoty większej niż 15 tysięcy euro i przywóz do Polski kwoty powyżej 10 tysięcy euro wymagają zgłoszenia i zgody NBP. Ciekaw jestem, kto dziś przestrzega tych zapisów. NBP ma przywilej wydawania indywidualnych zezwoleń na obrót dewizowy. Pytanie brzmi: ile takich zezwoleń zostało wydanych, czym to zostało uzasadnione. Bezpośrednio z prawa dewizowego wynika kantorowy obrót dewizami. Dziwi, że część banków w Polsce nie chce prowadzić wymiany walut, choć w bez mała wszystkich państwach europejskich jest to działalność zastrzeżona dla banków.

Skala obrotu kantorowego według NBP wynosi około 150 miliardów złotych rocznie. Moim zdaniem dane te są zaniżone, a obrót kantorowy jest znacznie większy i szybko rośnie. Można mówić nawet o drugim, niekontrolowanym przez państwo obiegu pieniądza, który służy finansowaniu i rozrachunkom szarej strefy, transakcjom importowym głównie z państw azjatyckich, niekontrolowanemu transferowi dewiz z Polski przez obcokrajowców pracujących w Polsce, głównie Ukraińców oraz tezauryzacji dewiz w myśl zasady, że pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy. Zasilanie systemu kantorowego odbywa się przez Polaków pracujących zagranicą, przez turystów odwiedzających Polskę oraz, o dziwo, przez system bankowy. Brak wiedzy i kontroli obrotu kantorowego oznacza, że istnieje część gospodarki, która działa według reguł przez siebie wytworzonych ukrywając obroty, dochody, transferując zyski zagranicę, mówiąc wprost – anarchizując gospodarkę. To powinno nas dziwić i niepokoić, niestety doszliśmy już do momentu, że ten stan rzeczy zaczynamy postrzegać jako normalność.

Osobnym elementem rynku finansowego są parabanki i instytucje lichwiarskie. Oprocentowanie pożyczek przez nie udzielanych przekracza często kilkadziesiąt, a bywa że i sto procent rocznie. Tymczasem stary, żydowski dowcip mówił, że już pobieranie procentu w wysokości dziewięciu od sta jest Bogu niemiłe.  Ponieważ jednak patrzy On z góry, z tej perspektywy cyfra dziewięć wygląda  jak sześć, a taką stopę procentową gotów jest zaakceptować.

Rola parabanków i instytucji lichwiarskich niestety rośnie. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że są one ekspozyturami banków i zagranicznych instytucji finansowych, zaś paradoksem  to, że zostały wprowadzone na polską giełdę, ściągnęły kapitał z rynku polskiego, by następnie lichwiarskim oprocentowaniem zubażać najczęściej tych, którzy już są biedni, zaciskać na nich pętlę zadłużenia a zarobione środki transferować.

Co jest potrzebne

Na koniec pozwolę sobie przedstawić dwa postulaty pod adresem NBP. Nie mam wątpliwości, że wywołają zdziwienie, a może nawet sprzeciw. Uważam jednak, że milczeć w obu poniższych sprawach – to najgorsze rozwiązanie.

NBP powinien podjąć zdecydowane działania na rzecz utworzenia sieci banków komunalnych. Zadaniem tych banków powinna być obsługa instytucji państwowych i samorządowych oraz przedsiębiorstw będących własnością Skarbu Państwa i samorządów. To, że do chwili obecnej takich banków nie ma, a konta samorządów i wielu państwowych przedsiębiorstw są w bankach zagranicznych jest potwierdzeniem tezy, że nie chcemy być gospodarzem we własnym domu.

Polska potrzebuje także tzw. pieniądza lokalnego. Potrzebują go struktury regionalne, samorządy. Dzięki pieniądzom lokalnym, które świat zarówno słabiej jak i wysoko rozwinięty zna i stosuje, następuje aktywizacja ludności, przyspiesza rozwój gospodarczy. Moim zdaniem, choć to paradoks,  właśnie NBP powinien inicjować, wspierać, edukować, przygotowywać i pomagać przede wszystkim samorządom w uruchomieniu waluty lokalnej.

Większość ekonomistów zgadza się, że przyszłość gospodarki światowej to kilka walut globalnych, w tym z pewnością z państw azjatyckich, a nie tylko USA oraz rosnąca liczba walut krajowych i pieniędzy lokalnych. Marzy mi się, by NBP zarówno sprawę banków komunalnych, jak i pieniędzy lokalnych potraktował jak swoją misję.

A jeśli na dodatek przy NBP powstałaby instytucja na wzór dawnego Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, która zgromadziłaby najtęższych polskich ekonomistów mających odwagę rzetelnie zabierać głos w sprawach polskiej gospodarki i jej miejsca w gospodarce światowej i jeszcze łączyłaby prace analityczne i syntetyczne to nie mam wątpliwości, że zarówno Pan Prezes, jak i członkowie Rady Polityki Pieniężnej NBP mogliby mówić o dobrze wykonanej robocie. Właściwego znaczenia, na jakie niewątpliwie zasługuje, nabrałaby nazwa Narodowy Bank Polski – prawdziwie Narodowy, prawdziwie Bank, prawdziwie Polski.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *