Jak „Dobra zmiana” robi bankom dobrze a nawet lepiej

O uprzywilejowanej pozycji banków w Polsce Polacy wiedzą doskonale. Od lat doświadczają tego na własnej skórze. Gdy zaciągają kredyty, bądź gdy im się tych kredytów odmawia, gdy muszą zaakceptować niewspółmiernie wysokie oprocentowanie długu, kiedy (jak to ma miejsce z frankowiczami) są nabijani w butelkę, czy kiedy muszą ponosić opłaty za samo prowadzenie rachunku, bądź prostą…

Continue reading →

Panu Prezesowi i Radzie Polityki Pieniężnej Narodowego Banku Polskiego pod rozwagę

„Pieniądzom trzeba rozkazywać, a nie służyć” Lucjusz Anneusz Seneka                       Panu Prezesowi i Radzie Polityki Pieniężnej                     Narodowego Banku Polskiego pod rozwagę   Od lat znam nowo mianowanego prezesa NBP, pana profesora Adama Glapińskiego. Bywało, że często, również w gronie kilku członków Rady Polityki Pieniężnej, dyskutowaliśmy na tematy ekonomiczne. Kierując się szacunkiem dla nich,…

Continue reading →

Kto chce nam odebrać gotówkę?

Kiedy rząd w ostatnich tygodniach wystąpił z inicjatywą ustawy ograniczającej obrót gotówkowy między przedsiębiorcami do kwoty 15 000 złotych dla jednej faktury, mój nos wyczuł, że będą następne pomysły w tej tonacji. Ponieważ nie chciałem straszyć, krakać i wywoływać wilka z lasu – milczałem. I oto niestety moje przewidywania spełniły się w myśl zasady, że jak jest źle to może być zawsze gorzej czyli… wilk wyszedł z lasu sam. O kim mowa?

O Panu senatorze Grzegorzu Biereckim, przewodniczącym komisji Finansów Publicznych, prezesie SKOK. Wspierany przez świtę prześwietnych doradców pan prezes raczył był udzielić wywiadu, w którym stwierdził co następuje: „Obrót gotówkowy powinien być ograniczony do codziennych, podstawowych zakupów (…) Stale zwiększa się powszechność kart płatniczych, od września, wskutek wdrożenia unijnej dyrektywy o podstawowym rachunku bankowym, wszyscy Polacy będą mieli dostęp do taniego w użytkowaniu konta, do dziesięciu przelewów ma być to usługa darmowa.”

Wypada mi w tym miejscu grzecznie zapytać pana prezesa czy kiedy będę chciał dać na tacę w kościele większą kwotę gotówką, co przecież zostanie zakazane, czy pan prezes łaskawie pozwoli mi skorzystać z darmowej usługi w SKOK – o ile parafia będzie miała konto.

Wypada też zapytać, jak rozwiązany zostanie problem obcokrajowców chcących wymienić dewizy na złotówki, ale nie życzących sobie rozliczenia poprzez karty płatnicze.

Należy też jednoznacznie poinformować, że wszystkie kantory wymiany walut ulegną likwidacji.

Argumenty przemawiające za pomysłem pana prezesa i jego prześwietnych doradców, przez niego przedstawione – brzmią bojowo: „ (…) mamy do czynienia z dużą szarą strefą. To zaburza konkurencję, bo ten, kto płaci ludziom pod stołem albo unika opłat ZUS czy na ochronę zdrowia może taniej zaoferować swoje produkty i usługi. Trzeba rozważyć ograniczenie w Polsce obrotu gotówkowego. To jest najlepszy sposób ograniczenia szarej strefy.”

Logika pana prezes jest porażająca. A mianowicie: za główną przyczynę istnienia szarej strefy w Polsce uznaje… obrót gotówkowy, istnienie pieniądza papierowego. Wniosek, który wyprowadza brzmi – zlikwidujmy obrót gotówkowy, a radykalnie ograniczymy bądź zlikwidujemy szarą strefę.

Ta logika pozwala mi zakwalifikować pana prezesa do grona ekonomistów, którzy niczym przysłowiowy lekarz z powieści Haszka o Szwejku wszystkie choroby leczył… lewatywą.

Jeśli pan prezes chce konsekwentnie trzymać się przyjętej logiki,  powinien „pójść za ciosem i postawić kropkę nad i”. Co mam na myśli? Czekam na obwieszczenie przez niego decyzji partii i rządu o całkowitej likwidacji i zakazie obrotu gotówkowego w Polsce. Ot co!

Ze swej strony przewiduję, że reakcją na taką decyzję byłoby spontaniczne powstanie „pieniądza gotówkowego drugiego obiegu” , którym najprawdopodobniej byłyby dewizy, a dominowałby dolar.  Powstałby „niezależny, samorządny obrót gospodarczy” . Gwarantuję, że rozrost szarej strefy i czarnorynkowego, nieewidencjonowanego obrotu gospodarczego zaskoczyłby największych optymistów. A przecież w myśl terapii zaproponowanej przez pana prezesa… szara i czarna strefa powinny zniknąć.

Sądzę, że sprawa ograniczenia obrotu gotówkowego – pomysł i marzenie bankierów i banksterów to sprawa poważna, przedstawmy zatem nasze argumenty przemawiające przeciw.

Zło, patologię, chorobę a takimi jest istnienie szarej strefy w myśl podstawowej zasady lekarskiej należy leczyć nie szkodząc – primum non nocere. Leczenie należy zacząć od wskazania przyczyn  oddzielając je od objawów. Moim zdaniem istnienie szarej strefy to w decydującej mierze efekt złego prawa gospodarczego, złego systemu podatkowo-kursowego, złego systemu kreacji pieniądza i wadliwego działania instytucji państwowych. Ograniczyć i to radykalnie szarą strefę można i należy, ale tylko pod warunkiem zastosowania instrumentów ekonomicznych i prawnych zachęcających i motywujących do ujawnienia obrotów i dochodów przez przedsiębiorców i obywateli, a nie stosując przymus administracyjny i zakazy, strasząc karami.

Należy zapytać pana prezesa czy swój pomysł uzgodnił tylko ze swoimi prześwietnymi doradcami, czy tak jak nakazują reguły demokracji skonsultował go z bezpośrednio zainteresowanymi konsumentami i producentami. Z pewnością nie. Należy on zatem do grona tych przedstawicieli władzy, którzy „zawsze wiedzą lepiej i nie muszą nikogo pytać”.

Ograniczenie radykalne obrotu gotówkowego oznacza ograniczenie wolności gospodarczej, zaś przymus dokonywania zakupów za pośrednictwem banków i instytucji finansowych oznacza na dodatek radykalne naruszenie prawa do prywatności. Coraz częściej ostatnio te niezbywalne prawa człowieka są ograniczane, a nawet łamane. Dzieje się tak pod pretekstem obrony przed terroryzmem, bądź też pod pretekstem troski o budżet państwa. Pan prezes swym działaniem chce dopisać kolejną kartę. Takie zachowanie, taka postawa cechuje z reguły przedstawicieli władzy, która nie potrafi rządzić w imieniu i dla dobra obywateli, decyduje się zatem na rządy … dla dobra własnego.

Wątpię, by pan prezes nie rozumiał, że przymus obrotu bezgotówkowego poprzez banki radykalnie rozszerza wiedzę tych instytucji o obywatelach, kontrolę nad obywatelami. Wiedza powzięta o klientach banków, wnioski z niej wynikające będą z pewnością konsekwentnie wykorzystywane do „strzyżenia obywateli”. A banki potrafią to znakomicie robić.

Ograniczenie obrotu gotówkowego to potężny cios wymierzony w handel bazarowy i giełdowy. A  zatem w polskich małych i średnich handlowców. Może to oznaczać likwidację wielu tysięcy rodzinnych firm. A ponieważ przegraliśmy z kretesem wojnę z zagranicznymi firmami o dominację w handlu wielkopowierzchniowym to obrona ostatniego bastionu w polskich rękach – handlu w małych sklepach i na prowincji powinna być priorytetem działania rządu. Polscy mali i średni handlowcy nawet jeśli – zmuszeni „przez życie” do częściowego działania w szarej strefie – w Polsce płacą podatki, dokonują zakupów, inwestują. W przeciwieństwie do nich zagraniczne sieci handlowe podatków w Polsce nie płacą, a ogromne zyski transferują za granicę.

Istnienie szarej strefy w Polsce to także efekt błędnej, należy powiedzieć zgubnej dla państwa i obywateli polityki NBP i banków. Trudny pieniądz, drogi kredyt, deflacja to zjawiska będące efektem braku emisji pieniądza stosownie do dynamiki i potrzeb gospodarki. NBP emituje pieniądz tylko na pokrycie wymiany dewiz na złotówki, a to oznacza niedobór „gotowego grosza” na rynku. Szara strefa dzięki której cyrkulacja, obrót pieniądza zostaje przyspieszony, zwielokrotniony to właśnie naturalna samoobrona podmiotów gospodarczych przed brakiem pieniędzy na rynku. O dziwo, o tym by pan prezes interweniował w NBP nie słyszeliśmy.

Ograniczenie, bądź likwidacja obrotu gotówkowego radykalnie spowolni wzrost gospodarczy. Zacytujmy filozofa F. Bacona „pieniądz jest jak nawóz, nie rozrzucony nie przynosi plonów”. Likwidacja gotówki to likwidacja pewnej formy gospodarowania i narzucanie, wymuszanie innej. Każdy przymus w gospodarce to zło, choć bywa, że konieczne. Ale ten nowy przymus, nałożony na wszystkich obywateli, ostrzegam, może być… niebezpieczny nawet dla władzy.

Pora zadać (przepraszam damy) bardzo kobiece pytanie – ale właściwie o co chodzi? Otóż uważam, że pan prezes i prześwietna świta doradców doskonale wiedzą o co chodzi i komu to służy. A służy bankom i instytucjom bankowym, jak SKOK-i. One będą jedynymi depozytariuszami pieniędzy, one będą dyktowały reguły gry, zarabiały na wszystkim tyle, ile uznają, że należy, oczywiście kosztem obywateli i przedsiębiorców. Deklarowana troska o budżet ze strony pana prezesa to mówiąc językiem młodzieżowym „pyszna ściema”.

Propozycja radykalnego ograniczenia obrotu gotówkowego to od dawna marzenie prezesów największych banków. Dotąd nie mieli oni odwagi zgłosić  tego pomysłu publicznie, zatem pan prezes  ich usłużnie wyręczył, czyli zrobił „za nich, dla nich”.

A przecież pan prezes znakomicie rozumie, że to rozwiązanie będzie skutkować zwiększeniem zysków banków kosztem obywateli i przedsiębiorców, a następnie zwiększeniem wywozu, transferu pieniędzy z Polski przez banki.

Wypada zapytać, czy na tym ma właśnie polegać tak nagłaśniana idea repolonizacji banków i gospodarki? Jeśli tak, to polscy przedsiębiorcy powinni zdecydowanie powiedzieć – dość! A ja wzywam – polscy przedsiębiorcy organizujmy się i organizujmy samorząd gospodarczy.

Komentarz do Ustawy o opodatkowaniu banków

Sejm uchwalił ustawę opodatkowującą aktywa banków i instytucji finansowych. Według szacunków ma on przynieść budżetowi około 6 miliardów złotych w 2016 roku. A oto moje uwagi i komentarze.

Po pierwsze: zysk banków wyniósł ponad 19 miliardów złotych w roku 2015. Od tego zysku zapłacono około 3 miliardy podatku dochodowego. Jeśli przyjąć, że nowy podatek „zdejmie” z banków około 6 miliardów złotych to jednocześnie obniży rozmiary zysku i należny od tego podatek dochodowy. Zmniejszenie podatku dochodowego można szacować na około 1 miliard złotych. A zatem, od założonej w budżecie po stronie wpływów kwoty 6 miliardów z tytułu podatku bankowego należy odjąć 1 miliard, po stronie ubytku wpływów z tytułu podatku dochodowego.

Po drugie: ponieważ podatek bankowy będzie płacony od aktywów banków to należy liczyć się z działaniami obniżającymi poziom aktywów ze strony służb księgowych banków. Sposobów takich jest kilka i bądźmy pewni, że banki skorzystają z nich bez skrupułów i z wdziękiem. Moim zdaniem obniży to szacowane wpływy do budżetu o kolejny miliard.

Po trzecie: i najważniejsze, o czym nie mówi się wcale. Banki kredytują budżet państwa, pożyczają mu pieniądze na procent. Przypomnę, że obecnie obsługa zadłużenia budżetu państwa wynosi 35-40 miliardów złotych rocznie. Jestem pewien, że w reakcji na ustawę bankową banki zażądają wyższych opłat za obsługę zadłużenia. A nawet niewielki wzrost oprocentowania długu oznacza ogromne dodatkowe kwoty do spłacenia. Drugim narzędziem obok stopy procentowej, którym mogą posłużyć się banki (o czym u nas zapomniano uznając, że decyzja jest wyłącznym przywilejem NBP) jest kurs walutowy. Obniżenie tzw. ratingu Polski przez jedną z instytucji finansowych czyli stopnia wiarygodności ekonomicznej Polski w świecie, co dokonało się w ubiegłym tygodniu, to właśnie przykład skoordynowanej, międzynarodowej reakcji banków na ustawę o ich opodatkowaniu. Efektem obniżenia ratingu była dewaluacja złotówki do euro i dolara o ponad 5%. A proszę policzyć, że jeśli zadłużenie budżetu państwa wynosi kilkaset miliardów dolarów to 5% tej kwoty po przeliczeniu na złotówki to dziesiątki miliardów złotych. Od tak powiększonego długu trzeba będzie zapłacić wyższe odsetki.

Zadajmy teraz pytanie i spróbujmy na nie odpowiedzieć – co z ustawy bankowej wynika dla nas, klientów banków?

Patologią systemu bankowego w Polsce jest, że banki bez mała 30% swych przychodów osiągają z opłat, narzutów, prowizji, które w wielu krajach nie istnieją, bądź są symboliczne. Nie miejmy złudzeń banki by powetować sobie koszty podatkowe podniosą poziom narzutów i prowizji. My je zapłacimy, banki więcej zarobią, my zarobimy mniej, budżet państwa zatem otrzyma mniejsze wpływy z naszych podatków, czyli też relatywnie straci.

Można też spytać czy podrożeją kredyty. Zagraniczne banki w Polsce stworzyły swoisty oligopol i wywindowały oprocentowanie kredytów znacznie powyżej średniej europejskiej. Sądzę, że nie oprocentowanie kredytów, ale dostęp do nich będzie utrudniony.

Jest jeszcze jeden aspekt. Nazwę go – ekonomiczno-społeczny. Banki w obronie swej rentowności mogą podjąć działania nazywane dziś „w nowomowie” restrukturyzacją. Mówiąc wprost, banki by obniżyć koszty dokonają redukcji zatrudnienia. W Polsce w sektorze bankowym pracuje 170-200 tysięcy ludzi. Ewentualna redukcja zatrudnienia kilku czy kilkunastu tysięcy młodych ludzi to nie żarty. A przecież są to najczęściej młodzi, pełni optymizmu, energiczni Polacy, którzy uwierzyli, że los im sprzyja i pracując w bankach …pozadłużali się w bankach. Powiem otwarcie – oby ten scenariusz nie zaczął się spełniać.

Sumując: uważam, że bilans zysków i strat wynikający z wprowadzenia podatku bankowego nawet jeśli – w co wątpię – dla budżetu państwa okaże się dodatni, to na pewno dla klientów banków będzie ujemny i to w długim okresie czasu.

Decyzję rządu o wprowadzeniu podatku uważam zatem za lekkomyślną, przypominającą zabawę w kręcenie butelką – czyli skoro potrzebujemy pieniędzy dodatkowych, bo obiecaliśmy rodzinom z dziećmi po 500 złotych, to kręcimy butelką i na kogo wypadnie ten ma dać niezbędną kwotę. Wypadło na banki, no to…bęc.

Czy można więc powiedzieć, że banki powinny nadal pozostać bezkarne i łupić nas drogim kredytem i opłatami? Moja odpowiedź to zdecydowane – nie. Z całą mocą twierdzę, że należy podjąć rozgrywkę z bankami o to, by służyły polskim firmom i polskim konsumentom, ale by to się stało potrzebne jest skoordynowane działanie. Po pierwsze – potrzebna jest długookresowa strategia gospodarcza państwa, po drugie – współdziałanie z NBP i KNF, a nade wszystko potrzebne jest uzyskanie poparcia społecznego, wynikającego z zaufania obywateli do władz. W przeciwnym razie będziemy mieli nieskoordynowane działania pozorne w barwach ochronnych przynoszące więcej szkody niż pożytku.